top of page

Projekt Hail Mary

Po "Marsjaninie" to druga książka tego autora, która tak mnie wciągnęła. Niby jest to pozycja z gatunku science fiction, ale napisana w taki sposób, że mogłoby się to wydarzyć naprawdę. Pojawiają się gwiazdy, które istnieją, fizyka się zgadza, teoretycznie możliwe jest istnienie innych, nieznanych nam materiałów opisanych w książce.

Tytułowy projekt Hail Mary to międzynarodowa próba ratowania Ziemi. Coś niszczy układy planetarne planeta po planecie. Ziemianie postanawiają się zjednoczyć i przygotowują największą misję kosmiczną w historii ludzkości. Hail Mary, statek, który ma zabrać troje astronautów do innego układu, by tam odkryli jak zwalczyć zagrożenie. To bilet w jedną stronę.

Astronauta, który nie jest astronautą.

Projekt, który nie miał szans powstać, a jednak powstał.

Niespodziewany sojusz na pokładzie.

Pozycja absolutnie niezbędna dla każdego fana fantastyki naukowej. Absolutnie pierwsza liga.


Nieco dłuższa recenzja plus spojler

Dr Rayland Grace jest nauczycielem przyrody w małej szkole. Któregoś dnia zjawia się po niego niemal cała gwardia narodowa i zostaje przetransportowany do tajnego ośrodka badawczego. Tam poznaje szefową wszystkich szefów, Ewę Strat. Jak się szybko okazuje, ta kobieta ma nieograniczoną władzę. Dosłownie.

Doktorowi Graceowi udaje się odkryć, co niszczy wszechświat. To astrofagi. Tak nazwał tego szkodnika Grace z uwagi na podobne zachowania do ziemskich makrofagów. Okazuję się, że astrofagi bardzo trudno jest zabić i potrafią magazynować niesamowite ilości energii cieplnej. Nadają się zatem na paliwo do statku kosmicznego ;)

Po kilku miesiącach szkolenia dwóch załóg, głównej i rezerwowej, projekt jest gotowy do lotu. Niestety w wyniku wybuchu zbiornika z astrofagami ginie cała załoga główna i część załogi zapasowej. Grace zostaje zmuszony do lotu w kosmos. Ku swojemu wielkiemu niezadowoleniu oczywiście.


Grace budzi się. Nie wie, gdzie jest, wszystko go boli, nie pamięta nawet własnego imienia. Mechaniczne ręce podają mu wodę i jakąś papkę. Dzień po dniu odkrywa ponownie, kim jest, gdzie jest i co się wydarzyło. A działo się, oj działo. Rayland jest na pokładzie Hail Mary i leci w jedną stronę na ratunek Ziemi. Jego towarzysze zmarli w trakcie podróży. Krok po kroku Grace przypomina sobie wszystko. Wie, że jest sam. Czy na pewno? Któregoś dnia zauważa przez teleskop obiekt, którego wcześniej nie dostrzegł. Nazywa go Obiektem 1. Tenże obiekt okazuje się statkiem kosmicznym innej cywilizacji. Udaje się nawiązać komunikację między załogami obu statków i już po krótkim czasie oba są połączone tunelem.


Dalej nie będę opisywał fabuły, doczytajcie sami. Książka moim zdaniem napisana rewelacyjnie. Nie mogłem się oderwać i przeczytałem ją dwa razy. :D Autor doskonale zna się na fizyce i materiałoznawstwie, co czuć w każdym wersie. Fizyka, choć momentami nieprawdopodobna, w opisie Weira ma sens. Ksenon, który wchodzi w reakcje i tworzy metal? Na Ziemi niemożliwe, ale w innej atmosferze, kto wie? Obca cywilizacja, która oddycha amoniakiem, a zamiast krwi krąży w ich układzie gorąca rtęć? Kto wie, całkiem możliwe, że w naszym nieskończonym wszechświecie taka istota istnieje, bo niby dlaczego nie?


Pora zabrać się za kolejną książkę Weira, "Artemis". Jeśli okaże się choć w połowie tak dobra, jak "Hail Mary" to będzie genialna.


Poniżej zwiastun filmu, który ma się ukazać w marcu 2026. Już nie mogę się doczekać ;)


Zwiastun filmu


Komentarze


bottom of page